Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do treści

Wydarzenia

Świadectwo Michaliny

Treść

W sobotę, 02. 04. 2005 r., na zajęciach na uczelni siedziałam jak na szpilkach. Po 19:00 wykładowca zauważył, że niebo zrobiło się dziwnie różowo-fioletowe, zaraz przyszły mi na myśl słowa mojej babci, gdy, jak byłam dzieckiem, mówiła, że jak przyjdzie dzień Sądu Ostatecznego, to niebo zrobi się fioletowe i ukarze się na niebie ogromny krzyż (utrwaliło się to w mojej pamięci). Miałam dziwne przeczucie, ale nic nie mówiłam nikomu.
Na stronie reszelskiej przeczytałam, że o 21:00 będzie w Reszlu Apel Jasnogórski, więc samochodem pędziłam do domu. Przejeżdżając przez Świętą Lipkę ujrzałam, że w Bazylice są zapalone światła, więc od razu postanowiłam zabrać mamę, siostrę i wrócić do Świętej Lipki na modlitwę za Ojca Świętego. Na miejscu, o 21:00, mimo mojej namowy, one chciały jednak jechać do Reszla na Apel Jasnogórski. Mnie jednak prześladowała myśl ciągnąca do Świętej Lipki (dziwne uczucie; coś mnie tam ciągnęło). Apel Jasnogórski skończył się o 21:20 i w tym momencie po raz ostatni zaproponowałam mamie, siostrze i cioci (która do nas dołączyła), aby pojechać do Świętej Lipki. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy dotarłyśmy na miejsce. Otóż pod bramą Bazyliki stały trzy osoby, a wewnątrz Bazyliki było ciemno. Był tam ksiądz i dwie panie (jedna ze Szczecina, a druga z Łodzi), które w pobliskiej miejscowości miały szkolenie i zamiast bawić się z innymi, przyjechały pomodlić się, i prowadziły pertraktacje z księdzem, aby wpuścił je do środka bazyliki. Okazało się bowiem, że modlitwy za Ojca Świętego zakończyły się w kościele o 21:00 i zamknięto Bazylikę. I nikogo nie było przy Matce Bożej Świętolipskiej, opiekunce Warmii i Mazur. Dziewczyny chciały już wracać, a mnie coś pchało do przodu i pamiętam, jak ksiądz mnie zapytał, co ja takiego powiem, aby go przekonać. Ja wypowiedziałam tylko kilka słów: "do Częstochowy daleko, do Świętej Lipki blisko". To go zaskoczyło i stwierdził, że go przekonałyśmy. Pootwierał nam "wrota", oświetlił wnętrze Bazyliki i, co najważniejsze, odsłonił obraz Matki Boskiej Świętolipskiej. O godzinie 21:35 już modliłyśmy się, a ksiądz opowiadał nam dzieje tego miejsca (mimo że je już znałyśmy). W pewnym momencie, a było to koło 22:00, do kościoła wszedł mężczyzna i powiedział głośno: "stało się coś złego, Papież nie żyje". W tej jednej chwili byłyśmy razem z NIĄ - Matką Boską Swiętolipską. Od tamtej pory cały czas się zastanawiam, czy Ojciec Święty nie chciał nam przypomnieć, kto w złych chwilach nad nami czuwa, a my tu, na Północy, też mamy gdzie zwracać się o pomoc. Jego słowa "Nie lękajcie się" można by dokończyć "..., bo macie OPIEKUNKĘ". Nie chcę przypisywać sobie żadnych zasług, tylko czułam, że muszę na stronach internetowych pobliskich miast umieścić te parę słów "Do Częstochowy daleko, do Świętej Lipki blisko". Aby przypomnieć (może tak, jak chciał Ojciec Święty), że obok nas jest Matka Boska nad nami czuwająca, do której możemy zwracać się o pomoc w tych trudnych chwilach zmagania się ze złem.
Reszel to małe miasteczko, ale ściśle związane ze Świętą Lipką, i nie tylko ja tak to odbieram.

Michalina

872