Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do treści

Wydarzenia

W górach zawsze do Boga bliżej

Treść


Trudno jest pisać o własnym życiu, ale warto dzielić się tym, czego dokonał w nim Bóg…

W tym roku przeżywałam po raz drugi rekolekcje. Planowałam pojechać na nie już od bardzo dawna. Jechałam na nie z myślą i nadzieją w sercu, że jeszcze bardziej się zmienię i nabiorę sił. Był to czas odnowy duchowej. Ktoś zapyta, po co w góry - odpowiedź jest prosta, w górach zawsze do Boga bliżej!
Chodzę po górach, by bardziej stać się człowiekiem. Piękno gór i przeżywanie ich w relacji osobistej z Bogiem powoduje wewnętrzną przemianę. Mogę powiedzieć jasno i wyraźnie, że za każdym razem powracam z gór jako inna, wewnętrznie przemieniona, ubogacona pięknem widoków, ukojona ciszą. To piękno przemawia do człowieka i woła, ażeby zakorzenił się w tym, co szlachetne, piękne, i dobre. Rekolekcje prowadziła Maryja, a narzędziem w Jej ręku był ks. Witold, który powtarzał: "to nie ja, to Maryja prowadzi, ja jestem tylko narzędziem". Ks. Witold rozbudzał ducha modlitwy dzięki swojej postawie i słowom. Jest to Kapłan dzielny i nieustraszony opierający każdy dzień rekolekcji na modlitwie i konferencjach. Doświadczyłam niesamowitej mocy modlitwy, dzięki Bogu odkryłam, jak ważna jest Eucharystia, nie jest to tylko zwykła Msza, św.., ale spotkanie z Jezusem, radością z tego, że Go przyjmuję do własnego serca. Czymś, czego się nie da opisać słowami, tylko to trzeba przeżyć i poczuć. Msza Święta, to niezwykła, przeogromna łaska od Pana Jezusa, że możemy spożywać Jego Ciało. Każdego dnia żyję z Bogiem. On jest wierny, ja jedynie niedoskonała. On jednak uniża się do mojej słabości i pociesza mnie. Wiem, że to, co mam, ludzi, których znam, szczeście, które posiadam, to wszystko istnieje tylko dzieki Chrystusowi. Boże drogi nie są naszymi drogami, stąd tak trudno nam po nich stąpać. Ma on dla każdego z nas swój Boży plan zbawienia i głęboko wierzę w to, że jeśli jesteśmy mocno doświadczani, to Bóg jest bardzo blisko nas, wystarczy otworzyć mu bramy swego serca właśnie teraz, bo jeżeli nie teraz to, kiedy? Bóg pozwala mi rozeznać, że jestem słaba. Pokazuje mi, jak wiele trzeba zrobić, lecz wiem, że On to robi dla mojego dobra. Tym dobrem jest lepsze poznanie siebie samej oraz wiedza, na jakim jestem etapie swojej drogi, a to jest niezbędne, jeśli chce się rozwijać.
Każdy dzień rekolekcji był oparty na modlitwie różańcowej, brewiarzu, koronki do Bożego Miłosierdzia. A piątkowy dzień oparty na przeżywaniu Drogi Krzyżowej i poście o chlebie i wodzie, a także Adoracji Najświętszego Sakramentu. Co do różańca, nie jest mi łatwo odmawiać, bo szatan często próbuje mnie od niego odsunąć i często walczę o to, aby się pomodlić. Ta modlitwa wymaga od nas większej ofiary i poświęcenia. To jednak nie wszystko, modlitwa różańcowa daje mi siłę, nadzieję, że będzie lepiej. Nie będę opisywała każdego dnia rekolekcji, ponieważ zajęłoby to ogromną ilość tekstu.

 

Błądziłam, lecz przypomniałam sobie Ciebie. I oto płonąc i pragnąc, wracam do Ciebie, Źródło mojego życia. Późno Cię ukochałam Piękności dawna i zawsze nowa. Późno Cię ukochałam! Przemówiłeś, zawołałeś i pokonałeś moją głuchotę…

Mogę powiedzieć, że spotkałam na szlaku Jezusa, kiedy to pewnego dnia dopadła mnie niemoc fizyczna, potworny ból głowy, a nogi stały się jak z waty. Powiedziałam: Jezu, co mi się dzieje... czemu ja nie mogę iść... ja chyba zaraz zemdleję, nie dam rady wejść- myślenie po ludzku. Nie dałam za wygraną. Mówiąc nie cicho, ale na głos: Jezu ufam Tobie, że ja tam wejdę i dołączę do reszty grupy, bo zostałam w tyle...poczułam, jakby mnie ktoś obuchem walnął, oblały mnie ziemne poty.. wypowiedziałam kolejny raz słowa Jezu ufam i wierzę, że tam wejdę zaczęła mnie bardziej boleć głowa… a nogi się ugięły. W oczach ciemno, robi mi się jeszcze gorzej, myślę jak nie na nogach, to na kolanach dotrę do grupy, która na mnie czeka, pomyślałam Maryjo, daj siłę ... Myślałam, że się popłaczę, jak małe dziecko. Stanęły mi w oczach tzw. świeczki i biłam się z myślami: ja nie mogę się zachwiać bo polecę. Nie byłam tam sama był ze mną Jezus i Maryja, a także pani Bogusia, która też mi pomagała, bo mnie wciągała pod górkę. A tak naprawdę i szczerze to mówię: to Jezus wyprowadził mnie i kolejny raz wyciągnął do mnie swoją rękę i co się stało, z bólem głowy i z niemocą w nogach doszłam na miejsce... Nie wiele myśląc poprosiłam naszego pasterza ks Witolda, aby udzielił mi błogosławieństwa. Ktoś zapyta po co błogosławieństwo, a po to właśnie aby zacząć działać z Boża mocą. Kilka minut później głowa przestała mnie boleć, a nogi stały się nogami.

Czasami właśnie byśmy chcieli, by Bóg nas tak nagle dotknął. Byśmy jednego dnia usłyszeli jego głos: ty jesteś moim umiłowanym dzieckiem. Problem w tym, że On mi już dawno to powiedział, ale to ja nie zawsze chcę Go słyszeć. Pan Bóg ma swoje sposoby na nas i pozwala nam próbować, żebyśmy doświadczyli swojej niemocy, żebyśmy się upokorzyli, żebyśmy namacalnie poznali, że bez Pana Boga nic nie zrobimy. Dlatego też niepowodzenia w życiu wewnętrznym, naszej pracy nad soba wcale nie są takim nieszczęściem, jak się nam czasem wydaje. Byle byśmy nie rezygnowali, tylko ciaglę próbowali. A nie po to próbujemy, żeby nam się udało, tylko po to, żeby doświadczyć, że nie potrafimy sami, wobec tego musimy zwrócić się do Boga i Jemu zawierzyć, Jemu zaufać.
Na co dzień staram się kroczyć drogą, którą na tych Rekolekcjach pokazał mi - Chrystus. Te rekolekcje jednak mnie czegoś nauczyły, że mam o czym świadczyć innym…a muszę pamiętać też o tym, że każdy przeżywa wszystko inaczej… i w innym czasie może dopiero doświadczyć tego jak dużo mu dały rekolekcje. Zmienił się mój stosunek do innych ludzi. Moje postępowanie jest bardziej przemyślane, chociaż zdarzają się jeszcze sytuacje, w których odzywa się stara osobowość. Ale wierzę, że, kiedy będę pragnęła jedności z Jezusem On całkowicie zmieni moje serce. Każdy dzień jest darem od Boga, wszystko, co posiadam i kim jestem zawdzięczam Jemu. Jestem kims wyjątkowym- dzieckiem Bożym.

Dziękuje Bogu za czas rekolekcji… , dziękuję za szczerą rozmowę, ciepły uśmiech oraz za to, że byliście, dziękuję rownież ks Witoldowi, dzielnemu, nieustraszonemu kapłanowi.

CHWAŁA PANU!

Terenia

1553