Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do treści

Wydarzenia

Buty z gore-tex-em podszyte pychą...

Treść


W drodze do Krościenka dostałem sms-a od koleżanki. Wybiera się w Beskid Niski i szuka towarzysza. Propozycja kusząca, tym bardziej, że na rekolekcje jechałem z nastawieniem: „najwyżej urwę się trzeciego dnia jak już nie będę mógł z nimi wytrzymać”.

Wiedziałem, że będzie modlitwa i wędrówka po górach. Miałem dobre buty i odzież, kompas, nóż i gitarę. Mapę miałem kupić na miejscu. Ksiądz Witold wyglądał normalnie, a większość grupy stanowiły dziewczęta, co odebrało mi nadzieję na porządną górską wędrówkę. Pozory...
Na Trzy Korony ksiądz nie wziął w góry niczego poza różańcem. Szedł boso i zachęcał do zaufania opiece Jezusa i Maryji. Większość grupy szła boso. Uważałem, że jeden szczyt mają za sobą – szczyt głupoty. Ja w plecaku miałem wszystko, co trzeba. Jak komuś się patyk czy szkło wbije w stopę, to się nawrócą - myślałem. Kiedy wyszliśmy na polanę, ksiądz zrobił konferencję. On mówi o wierze i zaufaniu, a ja uważałem: sekciarskie myślenie, fideizm, jutro wyjeżdżam. Nie chciałem mieć nic wspólnego z tym księdzem. Kiedy zachęcał do dawania świadectwa wiary – ja dałem świadectwo niewiary. Czułem jednak niepokój. Skąd we mnie ten gniew i taka determinacja, żeby stąd nawiać? Czułem, że za bardzo się gniewam na księdza, którego jedyną winą było chyba to, że proponował wiarę w prostym, pokornym wydaniu. Popatrzyłem na swoje buty i zobaczyłem, że zamiast Gore-tex-em podszyte są pychą. Przed rekolekcjami zagubiłem się duchowo – nie mogłem się pozbierać. Na tej polanie zdecydowałem, że muszę zostać. I zdjąłem buty.
Trzeciego dnia rekolekcji zapomniałem PIN mojego telefonu. Pierwszy raz w życiu. A ja od telefonu byłem niemal uzależniony (taka praca :) ). Dziś bardziej obcesowo traktuję to „zwierzątko”. Rzadko wychodzi ze mną na spacery.
W drodze powrotnej z rekolekcji, w Krakowie przyczepiła się do mnie babcia – świadek Jehowy. Dyskutujemy. Babcia nie bardzo słucha, nieźle była obkuta. W końcu się rozstajemy, a we mnie myśli: „Nie pomogłeś jej poznać Jezusa” itp. Często myślę, że mogłem coś zrobić lepiej, mogłem komuś opowiedzieć o Chrystusie, a tego nie zrobiłem lub nie dość dobrze. Bardzo mnie to przygnębia. Dzięki rekolekcjom rozpoznaję tą pokusę i od razu ofiaruję się Jezusowi. Pomaga.

To były BARDZO owocne rekolekcje.
Jesteście fantastyczni (wszyscy!).
Dziękuję za skandowane „Nie jedź”.
Mateusz – gdzie moje ciasteczko?! ;)

Szczepan

872