Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do Menu Dodatkowe

Jan Paweł II

Przejdź do treści

Wydarzenia

Santo subito - Ks. biskup Edward Białogłowski

Treść


Santo subito - Ks. biskup Edward Białogłowski

Dlaczego w dniu pogrzebu tak wielu wołało o Janie Pawle II - "Święty, natychmiast Święty!"? To wołanie wynikało ze świadectwa, jakie Papież dawał całym swoim życiem. Znaki Bożej Opatrzności towarzyszyły mu od samego początku. Potrafił je odczytywać, także w okresie swojego dzieciństwa i młodości. Był Boży, począwszy od chrztu świętego, poprzez życie modlitwy, ale zarazem bardzo ludzki, otwarty na to, co rzeczywiście ludzkie. Pozostał taki mimo trudnych doświadczeń dzieciństwa i młodości, okropności II wojny światowej. Dbał o swoje człowieczeństwo, które kształtował poprzez rozwój intelektualny i duchowy.
Pomagały mu w tym zarówno trudności i przeciwności, ciężka praca, jak i szlachetni ludzie, których Bóg postawił na drodze jego życia, a którzy go ukierunkowali. Od młodości, szczególnie kiedy odczytał swoją drogę powołania kapłańskiego, pozostawał złączony z Bogiem na modlitwie. Właśnie to rozmodlenie często podkreślano podczas całego pontyfikatu. W czasie wielkich spotkań, kiedy wszyscy byli zaaferowani jego osobą, on się zwyczajnie wyłączał czasem na kilka, kilkanaście minut. Wtedy nikt i nic więcej dla niego nie istniało, tylko Bóg i Maryja. Ci, którzy mieli szczęście uczestniczyć we Mszy Świętej sprawowanej przez Papieża w jego prywatnej kaplicy, mówili, że z całej pielgrzymki do Rzymu właśnie ta Eucharystia robiła największe wrażenie. To odczucie towarzyszyło także wszystkim, którzy brali udział w wielotysięcznych zgromadzeniach liturgicznych z udziałem Papieża. Dla sługi Bożego Eucharystia była centrum, sercem, źródłem życia. Długo się do niej przygotowywał, w przejmujący sposób sprawował i długo trwał w dziękczynieniu. Życie tego Papieża ukierunkowane było przez bardzo znaczące zawołanie. "Totus Tuus" - to nie tylko piękny tekst, słowa, do których wielokrotnie, przy różnych okazjach nawiązywał w swoich wypowiedziach, ale jego codzienne życie. To oddanie spełniło się w jego życiu aż do końca. Jednym z najbardziej przejmujących publicznych znaków tego oddania było ostatnie publiczne pojawienie się Jana Pawła II w Wielkanoc 2005 r., kiedy nie wypowiedział ani jednego słowa, choć bardzo pragnął, a tylko nakreślił nad wiernymi i nad światem znak krzyża. Bóg, któremu zawierzył, przyjął także jego donośny, wspaniały głos. Przyjęcie całej ofiary życia Papieża, właśnie w tym znaku, jest bardzo wymowne i znaczące. Wytrwał do końca, jakby widział Niewidzialnego. Kiedy przeczuwał, że godzina przejścia jest bliska, poprosił, aby mu pozwolono odejść. Wierzył, że śmierć nie jest końcem, ale progiem, który trzeba przekroczyć. Do postawienia tego ostatniego kroku był doskonale przygotowany. Otrzymał łaskę uczestniczenia w Eucharystii ku czci Bożego Miłosierdzia, którego był wielkim czcicielem; w krakowskich Łagiewnikach ustanowił centrum kultu Bożego Miłosierdzia. Odchodził jak święty, który wypełnił otrzymaną misję. Odchodził spokojnie, tak jak spokojnie przyjmował każde wydarzenie swojego pontyfikatu. Jak prorok widział rzeczywistość i jak prorok odważnie mówił NIE! pewnym zamysłom wielkich tego świata. Warto w tym miejscu przywołać zdecydowane słowa Papieża przeciwko wojnie w Iraku, kiedy mówił, że będzie ona nieporozumieniem. Nie posłuchano jego głosu, a dzisiaj, z perspektywy czasu, politycy przyznają, że miał rację. Miał rację, bo myślał po Bożemu, a Stwórca pozwalał mu widzieć w Bożej perspektywie rzeczywistość, w której się poruszamy.

not. Mariusz Kamieniecki
"Nasz Dziennik" 2007-02-19

1409