Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do Menu Dodatkowe

Jan Paweł II

Przejdź do treści

Wydarzenia

Santo subito - Siostra Magdalena Strzelecka

Treść


Santo subito - Siostra Magdalena Strzelecka

Siostra Magdalena Strzelecka, nazaretanka, kustosz Muzeum - Domu Rodzinnego Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach, mówi o świętości Jana Pawła II.
Ojca Świętego Jana Pawła II poznałam w okresie Bożego Narodzenia w 1960 r. jako młodego biskupa. Wówczas to odwiedził nasz dom w Częstochowie, w którym prowadziłyśmy liceum dla dziewcząt. Z homilii, którą wtedy wygłosił, przebijało wielkie umiłowanie Świętej Rodziny z Nazaretu, a zarazem zatroskanie o współczesną rodzinę. Również później miałam wiele kontaktów z przyszłym Papieżem poprzez studia i moją pracę w Krakowie. Była to wybitna osobowość, pełna prostoty, niestwarzająca dystansu między nim a człowiekiem, z którym się spotykał. Przeciwnie, ośmielał każdego swoim zachowaniem. Cechowało go także ogromne poczucie humoru. Kiedy dzisiaj czytam liczne opracowania o Ojcu Świętym, często zadaję sobie pytanie: skąd w człowieku, który miał tak bardzo trudne dzieciństwo - gdy miał 9 lat, umarła mu mama, gdy miał 12 lat, zmarł ukochany brat, gdy miał 21 lat, umarł ojciec - tyle siły i zapału. Nieraz mówię do młodzieży, która nawiedza Muzeum - Dom Rodzinny Jana Pawła II w Wadowicach, że Ojciec Święty jako młodzieniec w tych nadzwyczajnych okolicznościach i ciężkich warunkach życia mógł się zmanierować. A on inwestował w siebie, przy tym był człowiekiem bardzo zorganizowanym. Miał czas na naukę, pogłębianie życia religijnego, rozwój kulturalny, a także na sport. Te wartości, które dostrzegaliśmy u Sługi Bożego Jana Pawła II, on sam czerpał właśnie z rodziny zapatrzony w świadectwo życia matki, brata. Po ich śmierci wzorzec katolika, Polaka, patrioty miał w umiłowanym ojcu. Często mówił, że wpatrzony w swego ojca, który był człowiekiem wymagającym zwłaszcza od siebie, również sam ciągle stawiał sobie nowe wymagania. Stawiał je na każdym etapie swojego życia jako kapłan, biskup, kardynał, wreszcie jako Papież. Jako namiestnik Chrystusa na ziemi, odwiedzając swoje Wadowice, za każdym razem podchodził do chrzcielnicy. Całował ją w duchu wdzięczności za włączenie go do Kościoła, w którym jego życie się rozwijało i gdzie dojrzewał do świętości. Wzrastał w łączności z Panem Bogiem, rozwijając w sobie zadatek świętości, który ma także każdy z nas. Już jako ksiądz i biskup był bardzo skromny. Wrażliwy na ludzką krzywdę, wobec nikogo nie przechodził obojętnie, zawsze zatroskany o los drugiego człowieka. Czas umierania Ojca Świętego był pięknym świadectwem i jakby podsumowaniem całego życia. To, czym żył, zabierał ze sobą w chwili odejścia do Pana. Żył miłością do Jezusa, Eucharystii, do Matki Najświętszej w niesłychanym zawierzeniu Jej, które było tak bardzo widoczne od samego początku jego posługi biskupiej w zawołaniu "Totus Tuus". Te wartości dostrzegali wszyscy, a zwłaszcza młodzież, dla której jest wielkim autorytetem na często pogmatwanych drogach współczesnego świata. Ojciec Święty stawiał przed młodymi wysokie wymagania, a oni dostrzegali jego miłość. Jan Paweł II pięknie żył, tak samo pięknie umierał. W jego przechodzeniu był wielki heroizm, który dostrzegamy, patrząc na ostatnie zdjęcia z Niedzieli Palmowej, kiedy żegnał się ze światem pełen bólu, cierpiący. Nie wstydził się swojej słabości, nie ukrywał jej, wiedział bowiem, że nic nie dzieje się bez woli Bożej. Był z nami do końca. W swojej wielkości jak zawsze bardzo ludzki. Ze wspomnień osób, które towarzyszyły mu w ostatniej drodze, wynika, że w tych chwilach był bardzo spokojny i pogodny. Tak mogą umierać tylko ludzie święci. W osobie Jana Pawła II mamy świętego orędownika w Niebie. Ufamy, że Kościół to potwierdzi. On z perspektywy wieczności inaczej widzi nasze problemy i, jak wierzymy, jeszcze bardziej skutecznie nas wspiera i wstawia się za nami u Pana Boga.

not. Mariusz Kamieniecki
"Nasz Dziennik" 2007-03-19

1478