Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do Menu Dodatkowe

Jan Paweł II

Przejdź do treści

Wydarzenia

Santo subito: Jerzy Kluger

Treść


Santo subito: Jerzy Kluger

Papież Jan Paweł II był najwybitniejszym człowiekiem, jakiego znałem. W Wadowicach mieszkaliśmy blisko siebie i od dziecka bawiliśmy się razem. Lolek podobnie jak inni był normalnym chłopcem, ale zarazem już od najmłodszych lat wyróżniającym się pod każdym względem. W dzieciństwie, zanim jeszcze rozpoczęliśmy naukę w szkole, mieliśmy wiele wspólnych, czasem zabawnych przygód. W Wadowicach był miejski policjant, nazywał się Ćwięk. Był to bardzo surowy postawny mężczyzna, który zawsze nosił przy boku szablę, jednak nigdy jej nie wyciągał. Zawsze nurtowało nas, czy jest to tylko sama rękojeść z drewnianym ostrzem, czy też faktycznie prawdziwa broń. Pewnego letniego dnia, kiedy ów policjant zmęczony przysnął na ławce i szablę położył obok, postanowiliśmy to sprawdzić. Karol złapał z jednej strony, a ja z drugiej. Ciągnęliśmy ze wszystkich sił, ale szabla jak na złość nie wychodziła. Zaparliśmy się jeszcze mocniej i w końcu stało się, szabla wyskoczyła, a my upadliśmy po obu stronach ławki, robiąc sporo huku. To obudziło policjanta i porządnie rozzłościło. Pewnie by się nam dostało, ale sytuację załagodził mój tatuś, który znał policjanta. Skończyło się tylko na strachu, lecz to zdarzenie świadczy, że Karol od dziecka był normalnym, wesołym jak inni chłopcem. Od początku nauki uczęszczaliśmy do jednej klasy. Karol był bardzo dobrym kolegą, miał nieprzeciętne zdolności i pilnie się uczył. Był przy tym uczciwy i w zasadzie nam nie podpowiadał, ale zawsze mogliśmy liczyć na jego dyskretną pomoc. Wcześnie zmarła mu matka, niedługo po tym brat i cały trud wychowania spoczął na ojcu Karola. To był bardzo porządny człowiek i fantastyczny, choć wymagający ojciec. Wiele razy wspólnie z Lolkiem spędzaliśmy popołudnia u Niego w domu na pogawędkach. Pan Wojtyła opowiadał nam wówczas całą historię Polski. Karol był wysportowanym chłopcem. Razem z nami grał w piłkę nożną w wadowickim parku, rzadziej jeździł na łyżwach. Później zaczęliśmy jeździć na nartach. Niedaleko miasta była dolina Czumówka i tam stawialiśmy pierwsze kroki na śniegu. Z czasem wybieraliśmy trudniejsze stoki, jak chociażby tzw. Dzwonek czy Leskowiec, górę w Beskidzie Małym. Narciarstwo zawsze było ulubionym sportem Karola. Opowiadał mi kiedyś, że już jako ksiądz i profesor etyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pewnego razu udał się do Rabki, gdzie proboszczem był nasz dawny kolega z gimnazjum. - Trudno tak, będąc w górach, nie skorzystać ze sposobności i nie pojeździć na nartach - opowiadał. Góry były jednak wymagające, dlatego proboszcz, dbając o bezpieczeństwo Karola, dał mu niejako do pomocy młodego chłopca, który doskonale jeździł na nartach, do tego stopnia dobrze, że mówiono o nim jako o nadziei polskiego narciarstwa. Karol był tam jakieś dwa tygodnie i wspólnie z tym chłopcem jeździli na nartach i nawet się zaprzyjaźnili. Trudno mi mówić, czy i w jaki sposób osobowość Karola wpłynęła na tego młodego człowieka, ale faktem jest, że wkrótce wstąpił on do seminarium duchownego. Mało kto wie, że tym chłopcem jest nie kto inny, jak ks. kard. Stanisław Dziwisz. Karol, człowiek wybitnie uzdolniony, miał poważanie u wszystkich. Interesował się poezją, literaturą i sztuką. Wszyscy byli przekonani, że obdarzony niezwykłym talentem zostanie aktorem. Uwagę na młodego Wojtyłę zwrócił już wówczas ks. kard. Sapieha, który gościł w naszej szkole. Karol w imieniu młodzieży wadowickiej wygłosił wtedy słynne przemówienie, które poruszyło wszystkich. Ojciec mój słyszał, bo siedział blisko dyrektora, jak książę zainteresowany osobą Lolka, zapytał ks. Zachera, czy przypadkiem ten chłopiec nie myśli o kapłaństwie. Musiał być zaskoczony, kiedy w odpowiedzi usłyszał, że nie... Tymczasem życie pokazało, iż prawdziwym powołaniem Karola, jakże spełnionym, była służba Bogu. Czas wojny i okupacji rozdzielił nas na długie lata. Spotkaliśmy się dopiero w 1963 r. w Rzymie i był to, szczerze mówiąc, przypadek. Szczęśliwie przeżyłem wojnę i zamieszkałem w Wiecznym Mieście. Karol, wówczas już biskup krakowski, brał czynny udział w obradach Soboru Watykańskiego II. Słynne było Jego przemówienie o potrzebie odnowy w Kościele. Było o nim głośno do tego stopnia, że kolega jadący ze mną samochodem powiedział o ciekawym arcybiskupie z Krakowa biorącym udział w Soborze. Przeczuwając coś, zapytałem, jak się nazywa... Ku mojemu zdumieniu odpowiedział: Wojtyła! A więc Karol żyje i do tego jest biskupem - uradowałem się i szybko, jeszcze tego samego dnia odnalazłem Go. Było to bardzo serdeczne spotkanie, a rozmowom i wspomnieniom nie było końca. Ja opowiadałem o swoich wojennych przeżyciach, chociażby spod Monte Cassino, a On mówił mi o pracy w Zakładach Solway, w kamieniołomach, o przeżyciach związanych ze śmiercią ojca i w ogóle o tragedii II wojny światowej. Od tego czasu spotykaliśmy się często, a właściwie przy każdej wizycie Karola w Rzymie. Przyszedł pamiętny dzień 16 października 1978 roku. Akurat byłem u znajomego dentysty. Radio było włączone, kiedy ogłaszano wybór nowego Papieża. Krzyknąłem po polsku: Lolek został Papieżem! Natychmiast dałem znać żonie. Wkrótce zadzwonił ks. Dziwisz i spotkaliśmy się już z Papieżem w Watykanie. Potem było pożegnanie z Polską w wypełnionej po brzegi Auli Pawła VI, w którym brał udział Episkopat Polski z ks. kard. Wyszyńskim na czele. Po audiencji Papież zaprosił nas, szkolnych kolegów, do siebie. Było to bardzo wzruszające spotkanie. Na przestrzeni lat było ich zresztą wiele. Papież w pełni sił był bardzo wesoły i lubił żartować. Ochrzcił też moją wnuczkę i prawnuczkę. Nigdy nie zapomnę naszych wspólnych dyskusji przy obiedzie, a zwłaszcza podczas przedłużających się do późnej nocy kolacyjek. Niecałe dwa miesiące przed śmiercią byłem z rodziną: żoną, wnuczką, jej mężem i prawnuczką Tiarą u Papieża na obiedzie. Był już przygaszony, mówił niewiele i bardzo cierpiał. Ostatni raz spotkałem się z Janem Pawłem II na kilka dni przed Jego śmiercią. Żegnając się, mówił mało i bardzo cicho. Było to dla mnie bardzo osobiste i niezapomniane przeżycie. Karol Wojtyła, Papież Jan Paweł II, wywarł ogromny wpływ na losy świata. Wielki był też Jego osobisty wkład w upadek imperium sowieckiego, w ogóle komunizmu i w wyzwolenie Polski spod jarzma drugiej po wojnie niewoli. Trudno to wyrazić w kilku słowach, ale z całą pewnością Jan Paweł II był Papieżem pokoju i wolności. Był także Ojcem wielce zatroskanym o los innych ludzi, a ponadto Papieżem pojednania między narodami i religiami. Kochał ludzi, doskonale ich rozumiał, z szacunkiem się do nich odnosił i sprawiedliwą miarą ich oceniał. To był niezwykły człowiek. Ja drugiego takiego nie spotkałem.
not. Mariusz Kamieniecki
"Nasz Dziennik" 2007-06-11

 
1408