Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do Menu Dodatkowe

Jan Paweł II

Przejdź do treści

Wydarzenia

Santo subito - Ks. infułat Jakub Gil

Treść


Santo subito - Ks. infułat Jakub Gil

Świętość sługi Bożego Jana Pawła II Wielkiego polegała m.in. na tym, że umiał realizować swe życie w łączności z Panem Bogiem. Zarówno w zdrowiu, jak i w chorobie. Nie mogę wyjść z podziwu, że Ojciec Święty, tak bardzo już osłabiony, poruszający się na wózku inwalidzkim, podczas swojej ostatniej pielgrzymki poza Włochy - do Lourdes - 15 sierpnia 2004 r. zamieszkał w hospicjum wśród innych chorych. Głęboko w sercu utkwił mi wówczas obraz Papieża klęczącego przed Grotą Massabielską, wpatrzonego w cudowną figurę Matki Bożej. Ojciec Święty modlił się jak człowiek chory do Tej, która uzdrawia, ale nie o swoje zdrowie, tylko w intencji innych naznaczonych boleścią. Jako chory wśród chorych Jan Paweł II nie zachowywał swej słabości wyłącznie dla siebie, nie ukrywał jej, wręcz przeciwnie, ukazywał ją całemu światu. Trzeba być naprawdę wielkim świętym, żeby mieć odwagę pokazać, w taki wydawałoby się prosty, a zarazem jakże głęboki i wymowny sposób swoją ludzką słabość. Często mówił do chorych: "Jesteście moją siłą", i kiedy sam zaniemógł, miał przekonanie, że ta jego słabość jest także siłą Kościoła. Przypominam sobie, jak jeszcze w marcu 2005 r. przybyliśmy z Wadowic z pielgrzymką do Ojca Świętego. Złożony chorobą leżał wówczas w klinice Gemelli. Wcześniej, dzięki sekretarzowi Jana Pawła II, obecnie metropolicie krakowskiemu ks. kard. Dziwiszowi, zawsze mogliśmy zobaczyć się z Ojcem Świętym. Tym razem było inaczej. Do stojących za ścianą sali, w której leżał, dotarło wówczas, że Papież jest już bardzo chory. Na drugi dzień Jan Paweł II ukazał się na chwilę w oknie kliniki i jedne z ostatnich słów, jakie wypowiedział słabnącym już głosem, brzmiały: "Pozdrawiam moje Wadowice". Ta łączność w chorobie z innymi, nieograniczanie się tylko do własnej osoby, sprawiały, że w przedziwny sposób przekraczał on mury cierpienia, kierując się ku Bogu i człowiekowi. Choroba ma to do siebie, że zazwyczaj zasklepia, sprawia, że człowiek koncentruje się na sobie, natomiast sługa Boży, mimo że w ostatnim etapie życia nie mógł już mówić, w milczeniu wychodził do drugiego człowieka. Tak było w Niedzielę Palmową, kiedy po raz ostatni pojawił się w oknie swego apartamentu i mimo wysiłku nie mógł wypowiedzieć ani jednego słowa, machając jedynie do młodzieży gałązką palmową. Tym jakże wymownym milczeniem w cierpieniu głosił swe ostatnie rekolekcje. Taka postawa, przełamywanie barier ludzkiej słabości i niemożności, ciągłe wychodzenie, mimo choroby, ku bliźnim z myślą o Bogu stanowi dla mnie probierz świętości. Kiedy po raz ostatni odwiedzał Wadowice, chociaż miał już wówczas duże problemy z chodzeniem i bardzo cierpiał, z radością, ale też z wielką miłością wspominał swoje dzieciństwo i młodość. Atmosfera, jaką wówczas stworzył Ojciec Święty, jego ciepłe, pełne miłości słowa bardzo zbliżyły ludzi do siebie. Zrozumieliśmy, że czasem nie potrzeba wielkich, wyszukanych słów, by stworzyć wspólnotę zatopioną w Bogu.
not. Mariusz Kamieniecki
"Nasz Dziennik" 2007-02-12

1478