Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do Menu Dodatkowe

Jan Paweł II

Przejdź do treści

Wydarzenia

Santo Subito - ksiądz prałat Zbigniew Suchy

Treść


Santo Subito - ksiądz prałat Zbigniew Suchy

O Ojcu Świętym Janie Pawle II powiedziano i napisano już wiele. Dla jednych był sternikiem Kościoła, przywódcą duchowym, inni znów bardziej eksponują jego człowieczeństwo. Które z określeń kierowanych pod adresem Papieża jest Księdzu szczególnie bliskie?

- Święty, po prostu święty. Myślę, że jest to bardzo nośne słowo i ono zawiera właściwie wszystkie inne określenia. Święty to jest i humanista, i mistyk. To świętość sprawia, że wszystkie te przymioty czy cechy są w człowieku poustawiane na właściwym miejscu i sprawiają, że służy on Bogu poprzez służbę ludziom. Santo subito - w odniesieniu do Ojca Świętego, o ile "subito" jest życzeniem, to "santo" jest dla mnie ewidentnym faktem. To przekonanie towarzyszy mi dzisiaj, ale towarzyszyło mi także wówczas, kiedy widziałem, jak Papież odprawiał Mszę Świętą, kiedy spotykał się z księżmi i ludźmi świeckimi i kiedy żył dla nas i dla Boga. Mówi się o fenomenalnej pamięci Jana Pawła II, który zapamiętywał i rozpoznawał twarze. Myślę jednak, że jeszcze bardziej rozpoznawał serca i ludzkie potrzeby.
Który z dokumentów papieskich wydanych w czasie pontyfikatu Jana Pawła II wywarł na Księdzu szczególne wrażenie? Do którego powraca Ksiądz myślami, ale też wykorzystuje w pracy duszpasterskiej?
- Takim dokumentem jest adhortacja apostolska "Reconciliatio et Paenitentia" - o pokucie i pojednaniu. Stanowi ona owoc synodu biskupów z 1983 roku poświęconego właśnie tej tematyce i przypomina związek między nawróceniem a ewangeliczną radością, do której wszyscy jesteśmy wezwani. Był to jednocześnie ogromnie ważny dokument dla nas - Polaków, zwłaszcza w sytuacji wychodzenia z okowów komunizmu. W tamtym czasie wielu księży podczas sprawowania sakramentu pojednania przeżywało pewne dylematy. Chodzi o to, że własność społeczna w mniemaniu wielu osób była niczyja. Stąd ludzie zabierali z zakładów pracy różne rzeczy, nie ze złośliwości czy chęci kradzieży, ale po prostu dlatego że nigdzie nie mogli ich kupić. Mieliśmy w tym przypadku do czynienia z czymś w rodzaju utraty poczucia grzechu. Tymczasem Ojciec Święty wyraźnie podkreślił, że czynnikiem sprawczym jest tu specyficzny społeczny etos, natomiast podmiotem grzechu jest człowiek, który mówi Panu Bogu "nie". Jest to dokument bardzo pomocny, do którego często wracam także podczas rekolekcji, w czasie jednej z ważniejszych konferencji przygotowującej do spowiedzi świętej.

Który z momentów pontyfikatu Papieża Polaka utkwił Księdzu szczególnie w pamięci?
- 2 lutego 1997 roku - Dzień Życia Konsekrowanego. Wspólnie z innymi księżmi byliśmy wówczas w Rzymie, w Bazylice Świętego Piotra, gdzie właśnie rozpoczynała się Msza Święta. Długo czekałem, kiedy w konfesji św. Piotra pojawi się Ojciec Święty. Wreszcie go zobaczyłem. Podczas czytania Ewangelii stał pochylony nad krzyżem. Byłem daleko, a Papież wydawał mi się taki mały i wówczas uświadomiłem sobie, że ten człowiek na swych barkach trzyma cały Kościół. Innym znów momentem był widok Ojca Świętego już bez pastorału, bez tego krzyża. Wtedy zrozumiałem, że on już nie musi go nosić, bo w swoim cierpieniu sam stał się Krzyżem, na którym się opierał i o który - co ważniejsze - opierał się cały Kościół.

Sługa Boży był blisko ludzi, a jednocześnie głęboko zatopiony w Bogu...
- Zawsze z podziwem patrzyłem na Ojca Świętego, kiedy występował przed tłumami wiernych. Co charakterystyczne: będąc całym dla ludzi - nigdy nie był sam. Był zjednoczony w modlitwie z Panem Bogiem i z Maryją. W tym skupieniu stawał się pokorny, miał świadomość, że on tu nie jest najważniejszy, że jest rzecznikiem, który niejako użycza głosu, swojej osoby Chrystusowi i orędziu Ewangelii. Przyznam, że w mojej kapłańskiej posłudze, kiedy mam występować przed ludźmi, głosić Słowo Boże, kiedy pojawia się stres i przychodzą związane z tym niepokoje, często przypomina mi się właśnie Ojciec Święty, który jest wzorem i którego przywołuję, aby mi dopomógł w opanowaniu zwyczajnych ludzkich emocji.

Każdy, kto zetknął się z Ojcem Świętym, czuł wyjątkowość tej chwili.
- Powszechnie znana jest opinia, że każdy, kto gdzieś w tłumie spotkał się wzrokiem z Ojcem Świętym, był przekonany, że w tym momencie Papież patrzy na niego i na nim skupia swoją uwagę. Również ja doświadczyłem tego chociażby w Krakowie, kiedy Jan Paweł II gościł z pierwszą pielgrzymką w Ojczyźnie. Było to przed zamachem, a więc nie obowiązywały jeszcze różnego rodzaju obostrzenia. Przejeżdżał nieopodal filharmonii, blisko mnie, młodego księdza, na wyciągnięcie ręki. Wówczas pierwszy raz widziałem ten wzrok. W 1997 roku, kiedy przyjechał do Krosna i kanonizował Jana z Dukli, jeszcze raz spotkaliśmy się oczyma. Były to oczy bardzo uważne, a Papież, przechodząc, wskazywał palcem i powtarzał imię każdego z nas obecnych. Było to bardzo mocne i niezapomniane przeżycie.

Kim dla Księdza był Jan Paweł II. Jaki Papież pozostaje w sercu Księdza także dzisiaj?
- Jan Paweł II był dla mnie Papieżem dojrzewania w kapłaństwie. Patrząc z perspektywy czasu, Jego pontyfikat to czas refleksji, bardzo wymagający, każdego dnia stawiający pytanie: czy i ja na tym powierzonym mi przez Boga odcinku jestem całopalną ofiarą, jaką był Ojciec Święty? Cała posługa i działalność Papieża to dla mnie żywe rekolekcje kapłańskie, zwłaszcza w momentach trudu, które pozwalały zaczerpnąć oddech i iść naprzód, nie oglądając się wstecz.

Dziękuję za rozmowę.
"Nasz Dziennik" 2007-08-27

1477