Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do treści

Wydarzenia

Chodzenie po górach, przemienia i wzmacnia człowieka i zbliża do Boga

Treść


Na początku mojego świadectwa chciałem napisać, że były to moje drugie rekolekcje w Krościenku nad Dunajcem. Kiedy dojechaliśmy w poniedziałek 2 sierpnia do Krościenka zastaliśmy tam pewnego mężczyznę, który rozmawiał z drugim właścicielem domku w którym wynajmowaliśmy pokoje. W tym samym dniu poszliśmy na Mszę Św, która była o godzinie 18 w kościele w Krościenku. Po mszy ks. Witold mówił, że rozmawiał z osobą która miała przekazać proboszczowi który opiekował się kapliczką że będziemy tam odprawiać msze.

    Kiedy poszliśmy we wtorek na mszę do kapliczki okazało się, że ta osoba prawdopodobnie zapomniała powiedziec ks. Proboszczowi i po chwili czekania wróciliśmy do domu gdyż kapliczka była zamknięta. Kiedy wróciliśmy do domu to ks. Witold powiedział, że tu odprawi mszę. Kiedy zaczęliśmy się przygotowywać do mszy ów mężczyzna powiedział, że on też będzie służył w mszy i wtedy się okazało ze ów mężczyzna to tak naprawdę ks. Eugeniusz. Pierwsza moja myśl , która się pojawiła to, że ujawnił się i zdjął tzw. MASKĘ. Maski odpadają w tempie piorunującym i ludzie nie mają jakichkolwiek oporów, żeby drugiemu powiedzieć prawdę. Każda Msza św., w ktorej godnie uczestniczymy jest przyczyną cudownych działań w naszej duszy i obfitych Łask duchowych. Kiedy w komunii św. przyjmujemy Chrystusa, otrzymujemy życie wieczne i miłość samego Boga.. W EUCHARYSTII daje nam samego siebie, abyśmy już tu na ziemi doświadczali rzeczywistości nieba. Po mszy wszyscy zebraliśmy się na Jutrznię, potem poszliśmy na Trzy Korony. Pomimo tego, że to już było moje drugie wchodzenie na Trzy Korony to zauważyłem, że w tym roku jeszcze lepiej mi się wchodziło niż rok temu i też miałem nowe przeżycia wchodząc na Trzy Korony gdyż czułem, że jak wchodziliśmy z modlitwą to droga nam szybciej ubywała i wtedy też wszystko było łatwiej pokonywać jak się szło z modlitwą i różańcem w ręku.
     Po powrocie i obiado - kolacji były nieszpory i kompleta. Pod czas modlitwy wieczornej też można było odczuć obecność Jezusa i Maryji, kiedy się modliliśmy można było odczuć spokój w duszy i też to jak po tak wyczerpującym dniu nie odczuwało się zmęczenia.
W środę poranna msza odbyła się już w kapliczce. Po mszy i śniadaniu jak co dzień była Jutrznia. Po Jutrzni pojechaliśmy zwiedzać Czorsztyn i Nidzicę, gdzie popłynęliśmy statkiem. Jak wróciliśmy to na zakończenie dnia były nieszpory i kompleta i tak było do końca rekolekcji.
W czwartek po porannej mszy, po śniadaniu i modlitwie pojechaliśmy do Wąwozu Homole i stamtąd szliśmy szczytami na Palenicę. Przez szczyty te szła granica polsko-słowacka. Kiedy tak szliśmy tymi szczytami w pewnym momencie trochę pobłądziliśmy, wtedy ukazało się nam wielkie prowadzenie przez Maryję gdyż zaczęliśmy odmawiać różaniec żebyśmy tą drogę bezpiecznie przeszli gdyż szliśmy między „pastuchami”
     Tak też się stało, nikomu nic się nie stało. Jak szliśmy koło „pastuchów” to było wielkie niebezpieczeństwo bo mógłby każdy zostać porażony prądem jakby dotknął drutu który był pod napięciem. Ale skoro nas Maryja prowadziła to każdy bezpiecznie dotarł na Palenicę.
W piątek poszliśmy na Kopią Górkę przeżywaliśmy drogę krzyżową. Pod czas tej drogi krzyżowej nasuwało się wiele pytań jak i odpowiedzi. Dlaczego? Innym się tak wszystko układa a ja mam pod górkę i wówczas nasuwa się odpowiedź, że to jest tak jakby Pan Bóg chciał pokazać człowiekowi, że trzeba pokładać ufność w Panu Bogu, a wtedy wszystko będzie się układać.
       Po drodze krzyżowej poszliśmy na mszę do kapliczki na Kopiej Górce. Podczas mszy na Kopiej Górce miałem wrażenie że robi mi się słabo. Wiedziałem że może to być dla mnie próba, gdyż Pan Jezus chciał zobaczyć, co w takim momencie zrobię. Wiedziałem też że mam możliwości:
1) Wyjść na świeże powietrze podczas mszy,
2) Napić się wody żeby też w taki sposób sobie pomóc,
3) Zostać na mszy i zostawić to w ufności Panu powtarzając sobie w Duchu „ Jezu Ufam Tobie”.

      Wybrałem tą trzecią możliwość i po chwili poczułem jak mi wszystko przechodzi. Wtedy już byłem pewny, że jakbym wyszedł czy też napił się wody pod czas mszy to podjął bym złą decyzję gdyż szatan chciał mnie stamtąd wygonić.
      Oczywiście cały piątek pościliśmy o chlebie i wodzie. Taki post również może ukazać siłę postanowienia jaką ma człowiek w sobie. Podczas takiego postu ukazują się różne pokusy. Bo ci co nie pościli czasem się pytali chodź by nawet przez grzeczność chcesz ciastko. Wtedy trzeba właśnie się wykazać silną wolą i odmówić, gdyż się pościło.
      Wiadomo że w takim momencie nasuwa się myśl że może jednak wezmę i zjem ale po chwili przychodzi ta właściwa myśl żeby nie brać, bo to też jest kuszenie złego, który liczy na to że człowiek się skusi i wtedy on wygra bo post już nie będzie ważny.
      Po mszy ks. Witold powiedział że koło 18:30 wyjdziemy do kapliczki żeby o 19.00 odprawić Adorację Najświętszego Sakramentu. Kiedy koło godziny 18.00 zaczęło padać i grzmieć było wiadomo że nie pójdziemy na Adorację Najświętszego Sakramentu. Pozostając w domu modliliśmy się na różańcu i brewiarzu.
    W sobotę rano poszliśmy na mszę i na Adorację Najświętszego Sakramentu. Po śniadaniu i porannej modlitwie poszliśmy w góry z różańcem. Kiedy szliśmy na Sokolicę dało się też wtedy odczuć że Maryja nas prowadziła bo jak się szło i się modliło na różańcu nie odczuwało się strachu mimo że niektóre podejścia były strome ale się szło z ufnością, że Maryja nas prowadzi i że nie pozwoli żeby nam coś złego się stało.
     Jak szedłem na Sokolicę to czułem nie raz że mogłem się pośliznąć i zacząłem wtedy iść ostrożniej, nawet wtedy po cichu mówiłem „Jezu Ufam Tobie” i nawet nie wiedziałem kiedy przeszedłem ten trudniejszy odcinek trasy.
     Po powrocie mieliśmy modlitwę wieczorną. W niedzielę po mszy i obiedzie pojechaliśmy do Szczawnicy, to niektórzy poszli w góry inni poszli na rowery a inni poszli nad Gajcarek na odpoczynek. Nawet wtedy dało się zauważyć, jak Pan Bóg zsyła swoje łaski dla nas jak np: ładna pogoda żebyśmy mogli odpocząć po wcześniejszych dniach, co tak dużo chodziliśmy po górach i żebyśmy nabrali sił na następne dni nawet te po rekolekcjach.
     Jak wróciliśmy do Krościenka, to po modlitwie brewiarzowej było ognisko przy którym towarzyszyła nam muzyka i piosenki a także wspólne odmawianie różańca.
    Poniedziałek był to ostatni dzień rekolekcji i wtedy też byliśmy ostatni raz na mszy w kapliczce. Wtedy też odniosłem wrażenie że jest żal stamtąd wyjeżdżać. Doświadczyłem mocy modlitwy był to dla mnie czas błogosławiony i duchowej odnowy.
    Pod czas rekolekcji ks. Witold robił codziennie konferencje, w których odnosił się do kazań, które były na mszy. Jedna z takich konferencji najbardziej do mnie przemówiła, a była to konferencja odnośnie Trzech Cnót Boskich, czyli Wiara, Nadzieja i Miłość.
    Miłość jest jedną z najważniejszych z pośród tych cnót gdyż pokazuje, że bez niej te pozostałe cnoty nie miały by takiej wielkiej mocy. Te Trzy Cnoty Boskie są jak siostry które nawzajem się wspierają. Gdyby którąś z Cnót zabrakło to dwie pozostałe by nie mogły istnieć bo nie ma Wiary bez Miłości tak samo nie było Nadziei bez Wiary i też nie mogło być Miłości jeśli by zabrakło Wiary i Nadziei, gdyż każda z tych Cnót Boskich bardzo dobrze się uzupełnia.
    Po każdej jutrzni Każdy dostawał myśli Ojca Pio, które bardzo dobrze trafiały do wnętrza osoby. Przez każdy cały dzień każdy chodził i rozmyślał nad tą myślą , którą dostał od Ojca Pio co ta myśl może oznaczać i jakie mamy z tego wnioski wyciągnąć i co w sobie zmienić.
    W ostatnim dniu od Ojca Pio dostałem myśl „ Staraj się wszystko wytłumaczyć chrześcijańską miłością. Przeżywaj swoje nędzę, zawsze kieruj tęskne westchnienia do Boga”.
     Ta myśl Ojca Pio dała mi do przemyślenia trochę rzeczy. Po przemyśleniu myśli Ojca Pio doszedłem do wniosku że nawet przeżywając swoje nędzne życie jako grzesznik trzeba pokładać swoją Ufność w Bogu. I zawsze mieć na uwadze że na pierwszym miejscu jest Bóg i że tylko On może nas uchronić od złego i tylko Bóg wie co dla nas jest dobre i zawsze ma na uwadze nasze dobro. Jest wielkim szczęściem być w takim Kościele, we wspólnocie nie tylko rekolekcyjnej gdzie wzajemne relacje między ludźmi są przepełnione miłością. To pozwala opierać się szatanowi, pozwala stawiać czoło problemom i przeciwnościom, daje siłę by oprzeć się fałszywym naukom i kłamliwym "prorokom", za którymi nie stoi Bóg. wspólnota w której jest miłość wzajemna potrafi wiele znieść. I taka wspólnota i Kościół może głosić prawdę nawet wówczas, gdy trzeba się otwarcie przeciwstawić kłamcom.
     Bóg chce nam też pokazać, że jeśli będziemy starali się wszystko wytłumaczyć chrześcijańską miłością to wtedy nam będzie lżej w życiu i wtedy wszystko będzie się nam układało jak najlepiej, jeśli tylko będziemy postępować według Przykazań jakie nam dał. Miłość chrześcijańska nie może być chwiejna i ślepa. Nie może też być żadnym egzaminowaniem drugiego, czy on aby zasłużył na moją miłość. Kochać po chrześcijańsku znaczy: kochać konkretnych ludzi, takimi jakimi oni po prostu są, bez stawiania jakichkolwiek warunków.
     "Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego Jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie my umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako przebłaganie za grzechy nasze. Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować." ( J 4, 7 - 11)
      Bóg chce nam też pokazać, że to właśnie ta miłość wzajemna jest tym, co umacnia i spaja.

Za rekolekcję w 2010 roku Dziękuje Bogu i Maryi i również ks. Witoldowi, który nas prowadził przez ten czas rekolekcji od 2 do 9 sierpnia.
Chwała Panu.

Jacek

873