Przejdź do treści
2
Przejdź do stopki
Przejdź do treści

Wydarzenia

Z gór powraca się lepszym…

Treść


Rekolekcje dają możliwość wypłynięcia na głębię, by znaleść ukryty skarb, dla którego warto sprzedać wszystko. W ciszy serca spotykamy Boga, który przypomina nam o tym, kim jesteśmy. Poznając Boga, stajemy się spokojniejsi. Im bardziej poznajemy Boga, tym bardziej poznajemy siebie.

W ostatnim czasie, a dokladnie w dniach od 3-10 sierpnia, miałam okazję wyjechać po raz trzeci na rekolekcje do Krościenka nad Dunajcem. Ktoś powie: "Po co trzeci raz jechać w to samo miejsce? To takie nudne. Prawie te same osoby i to samo miejsce". Tak naprawdę - nie jest to samo i nie jest to nudne, bo na każdych rekolekcjach jest inaczej, inne, nowe doświadczenia i refleksje. To był niezwykły i błogosławiony czas i pewnie w swoim życiu nie znajdę odpowiednich słów, by wyrazić to, czego doświadczyłam w ciągu tych 8 dni. Każdy dzień był oparty na modlitwie różańcowej, brewiarzu, Koronce do Bożego Miłosierdzia, a także Mszy Świętej. Rekolekcje - jak zawsze - prowadziła Maryja, a narzędziem w jej ręku był Ks. Witold. Nasz pasterz rozbudzał ducha modlitwy, opierał każdy dzień na modlitwie, konferencjach. Owocem tego spotkania z Bogiem było poznanie prawdy o sobie. I choć ten mój poukładany świat - bynajmniej tak mi się wydawało, że poukładany... - został przewrócony do gory nogami i to, co usłyszałam na modlitwie było bolesne, ale Bóg podał mi to z taką miłością, że ta cała gorzka prawda była bardzo wyzwalająca, nie przytłoczyła mnie, nie zniszczyła mnie. Im bardziej odczuwałam swoją grzeszność, beznadziejność, małość, a nawet bezradność, tym bardziej mogłam odczuć bliskość Boga, który szeptał do serca, że kocha, że cały czas jest ze mną i nadal będzie, że pomoże mi poradzić sobie z tym, co we mnie nie poukładane i grzeszne. Stanąć w prawdzie przed Bogiem i samym sobą, tak twarzą w twarz, nie jest może najmilszą rzeczą, ale bez tego trudno chyba mówić o stałym zwracaniu się do Boga i faktycznym odwracaniu się od grzechów… A z drugiej strony pierwszy raz w swoim życiu poczułam ogromną pewność, że to jest ten czas, że to jest najlepsza decyzja. Pierwszy piątek - czas pokuty i pojednania, w tym właśnie dniu odbyłam spowiedź generalną.

Grzech, choćby najsilniejszy, skoro wydrzesz z łona,
Natychmiast przed oczyma spowiednika skona.
Jak drzewo, gdy mu ziemię obedrzesz z korzeni,
Choć silne, wkrótce uschnie od słońca promieni.
Grzesznik leży, pokutnik dźwiga się na nogi,
A święty stoi prosto, gotowy do drogi.
Szatan jest tchórz, boi się zostać w samotności,
I dlatego najczęściej między tłumem gości.
Szatan w ciemnościach łowi; jest to nocne zwierzę;
Chowaj się przed nim w światło: tam cię nie dostrzeże.
Nieźle to jest być śmiesznym, żartowano z panów,
Z mędrców, z wodzów, z poetów, z lekarzy, z kapłanów;
Wszystkich na śmiech wystawił dowcipek ucieszny,
Prócz jednego szatana. On jeden nieśmieszny.
Szatan w ciemnościach łowi; jest to nocne zwierzę;
Chowaj się przed nim w światło: tam cię nie dostrzeże.
Mądrość świecka jest na kształt błędnego ognika:
Błyszcząc, zwodzi cię z drogi; gdy z niej zejdziesz, znika.
Jaka tam będzie siła wiecznego płomienia,
Wnoś tu z jego iskierek, ze zgryzot sumienia

W tym dniu była również Droga Krzyżowa, piątek - dzień postu o chlebie i wodzie, dzień wynagradzający Panu Jezusowi za grzechy. A wieczorową porą w kaplicy Adoracja Najświętszego Sakramentu. Nawrócenie jest zawsze możliwe. Jest jednak serce, które mówi i ma swoje racje, których rozum nie jest wstanie pojąć. Jezusa trzeba złapać za rękę i trzymać ją mocno! Za każdym razem, gdy ją puścimy, zaczniemy tonąć. To dobrze, bo to nas uczy tego, co jest najważniejsze w wierze, czego musimy się nauczyć: Trzymania się JEZUSA. Czasem trzeba nauczyć się pokory i zaufania Bogu, a nie sobie. Czy potrafimy zaufać Bogu, czy raczej nasza duma każe nam radzić sobie samemu? Jeśli nie ufamy Bogu, wpadniemy w pierwsza lepsza pułapkę, bez względu na to, jaki by nie był nasz poziom intelektualny czy duchowy. Dobrze jest pozwolić Bogu nauczać nas i zostawić Mu należne - pierwsze - miejsce. To prawda, że modlitwa jest walką. Wymaga wytrzymałości, wytrwałości a nawet czasem cierpliwości, lecz to się opłaca! Nie wpadajmy w pułapkę kusiciela, który podpowiada nam, że jesteśmy hipokrytami w modlitwie, prowadząc tak nieumiarkowane nieraz życie.
W sobotę pojechaliśmy na Rysy. Było to dla mnie przeżycie - wejść tak wysoko bez jakiegoś tam wewnętrznego lęku i strachu. Pomimo tego że mam lęk wysokości, zdobyłam szczyt, ale wolałam patrzeć w niebo niż w dół i za siebie, bo spojrzałam tylko raz w doł i nogi mi się ugięły, a w sercu poczułam jakieś dziwne uczucie, a raczej tak, jakby ktoś w serce wkładał lód. Nie wiele myślalam, bo w duchu pomyślałam JEZU, ufam Tobie i nagle to odeszło ode mnie. Nic nikomu nie mówiąc, powoli zaczęłam schodzić trochę niżej na Eucharystię, co było ogromnym duchowym przeżyciem dla mnie, bo to pierwsza taka Msza Święta, w ktorej uczestniczyłam na szczycie. Jedno wiem, że jeśli coś dzieje się w sercu czy sumieniu, jakieś poruszenie - nie zaniedbujmy tego. Jeśli zaniedbamy, będziemy mieli pretensje do siebie przez całe życie. Po powrocie z Rysów tak pokierowała Matka Boża, że zeszliśmy o godz. 21:00 w godzinie Apelu Jasnogórskiego. To było kolejne doświadczenie i pozostało w pamięci. Wtedy odśpiewaliśmy wszyscy razem Apel Jasnogórski.
Pomimo że nie rozmawiałam ze swoimi wszystkimi współtowarzyszami, to odczuwałam ogromną więź z tymi - tak różnymi - ludzmi. Radość z tego przebywania ze sobą była największa w chwili dzielenia się swoimi przeżyciami na zakończenie rekolekcji, nawet łzy radości poleciały. To było naprawdę niesamowite, słysząc jak Bóg hojnie każdego obdarował, jak konkretnie działał w sercu każdego uczestnika. Zamykając usta, otworzył serca, zmysły na to, co Bóg do mnie mówi. Dzięki temu łatwiej było mi to dostrzec. Jego wspaniałość, choćby w otaczającej przyrodzie, w różnych odcieniach błękitu nieba, zieleni trawy, w mocy gór, w deszczu, w uśmiechach tak wielu mówiących, w wieczorkach pogodnych, wspólnych posiłkach, wspólnych wędrówkach i modlitwach... To było piękne spotkanie. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba przeżyć. Każdy przeżywa wszystko inaczej… i w innym czasie może dopiero doświadczyć tego, jak dużo mu dały rekolekcje.

Dziękuję Bogu i Matce Bożej za czas rekolekcji. Dziękuję również ks. Witoldowi za jego przewodnictwo duchowe.

Chwała Panu!

Terenia

1408